ZMIANY I TRUDNOŚCI NA RYNKU TRENERSKIM. CZEGO SPODZIEWAĆ SIĘ JAKO TRENER W 2025 ROKU?

Rozpoczął się rok 2025, a wraz z nim dziesiąty rok naszej działalności w branży przygotowania fizycznego, fizjoterapii, fitnessu, treningu personalnego i edukacji. Można więc powiedzieć, że zamyka się dekada naszej pracy trenerskiej.

CZEGO SPODZIEWAĆ SIĘ JAKO TRENER W 2025 ROKU?

Rozpoczął się rok 2025, a wraz z nim dziesiąty rok naszej działalności w branży przygotowania fizycznego, fizjoterapii, fitnessu, treningu personalnego i edukacji. Można więc powiedzieć, że zamyka się dekada naszej pracy trenerskiej.

Oczywiście, w dzisiejszych czasach w instagramowych biogramach wielu trenerów można znaleźć zdanie:
„Ponad 10 lat doświadczenia w branży.”

Jeśli jednak wliczymy w to sześć lat juniorskiego treningu, zakończenie „kariery” w wieku 21 lat, dwa lata pracy w sieciowej siłowni, gdzie trenowało się głównie znajomych z czasów juniorskich, oraz kolejne dwa lata prowadzenia social mediów, to rzeczywiście – można w ten sposób „uzbierać” dziesięć lat doświadczenia. 

Wybaczcie ten ironiczny przytyk – zdajemy sobie sprawę, że konkurencja w branży jest ogromna. Nie mamy też nic przeciwko trenowaniu znajomych, bo to świetna okazja do zdobycia pierwszego doświadczenia i prawdziwych klientów. Sam zaczynałem od trenowania własnego brata, a wyniki, jakie osiągaliśmy, szybko napędziły moją trenerską karierę.

Lubię trenerów, którzy mają silne poczucie własnej wartości – takich, którzy mimo niewielkiego doświadczenia są ambitni, głodni sukcesu i nie boją się ciężkiej pracy. Jednak warto pamiętać, że kłamstwo ma krótkie nogi, a prawdziwe życie szybko weryfikuje umiejętności i wiedzę.

Byłoby dobrze, gdyby część naszej branży podchodziła do siebie bardziej krytycznie i uczciwie. Niestety, w naszej skrzynce mailowej regularnie lądują CV trenerów, którzy ukończyli „elitarne” szkolenia organizowane przez firmy i szkoleniowców obiecujących sekretny, sprawdzony system przygotowania motorycznego i rehabilitacji. Smutna prawda? Dziś wielu z tych „ekspertów” już nie ma w branży. Zajmują się czymś zupełnie innym, najczęściej poza światem fitnessu. To jasno pokazuje, że albo nigdy nie byli prawdziwymi pasjonatami, albo szybko zrozumieli, że ich systemy oparte na kilku modułach nie dawały rezultatów, na które liczyli trenerzy płacący niemałe sumy za te kursy. 

Równowaga Nauki i Praktyki

1. „KIEDYŚ TO BYŁO”

Kiedy cofnę się do lat 2012-2015, przypominam sobie, jak razem z Moniką wkładaliśmy ogromny wysiłek w zdobywanie wiedzy na temat przygotowania fizycznego – dziedziny, która w Polsce dopiero raczkowała. Robiliśmy wszystko, by dotrzeć do książek, artykułów i ludzi, którzy dla większości odbiorców w kraju byli praktycznie nieosiągalni lub po prostu mało popularni.

Monika ukończyła najpierw 3 lata studiów, a później kurs trenera personalnego, który trwał pół roku i obejmował szczegółowe zajęcia z anatomii. Całość kończyła się egzaminem, który zdawało zaledwie 20-30% kursantów. Wyobraźcie sobie, że w czasach, gdy trenowaliśmy siebie i zaczynaliśmy trenować innych, nie było szans na znalezienie trap-bara na siłowni! ?

Nasza edukacja wyglądała zupełnie inaczej niż dziś. Sięgaliśmy po książki prof. Zatsiorskiego, codziennie odświeżaliśmy strony internetowe takie jak T-Nation czy Sport Fitness Advisor, licząc na nowe artykuły trenerów z krajów, gdzie fitness był już mocno ugruntowany. Wszystko po to, by zdobyć nową wiedzę i przetestować ją na sobie. Do tego dochodziły konferencje u Charlesa Poliquina – trenera, który, choć miał wielu krytyków i nie wszystko, czego nauczał, było zgodne z EBM, to niewątpliwie wyprzedzał swoje czasy i osiągał imponujące wyniki. Jednym z pierwszych miejsc w Polsce, gdzie można było znaleźć tego typu informacje w social mediach i artykułach, był Facebook SCEC.

2. SOCIAL MEDIA – ZBAWIENIE CZY PRZEKLEŃSTWO?

Dziś wiedza jest dostępna natychmiast. Możemy ją zdobywać i przyswajać wielokrotnie szybciej. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nowym trenerom jest znacznie łatwiej – bo ja musiałem biegać za informacjami.

Z czasem jednak dostrzegam trzy rzeczy, które sprawiają, że mimo większych trudności, moja droga jako trenera była pod kątem psychologicznym o wiele przyjemniejsza:

  • Po znalezieniu informacji nie byłem od razu bombardowany kontrami – nie spotykałem się z opinią, że to, co przeczytałem, jest nieprawdą albo że istnieje lepsza metodologia.
  • Nie otrzymywałem w ciągu tygodnia tysiąca nowych koncepcji – nie musiałem jednocześnie przyswajać informacji o VBT, BFR, quasi-izometrii, danych z forceplate’ów, planowania blokowego, metod kontrastowych czy mechanizmach pracy ciałek Paciniego w kontekście zerwania ACL. Miałem czas, by spokojnie przeczytać, zrozumieć, zgłębić temat, który mnie interesował, i przetestować go w praktyce – zanim pojawiła się nowa „szokująca” metoda obalająca to, co właśnie poznałem. Dziś młodym trenerom po prostu brakuje na to czasu, dlatego wszyscy stosują te same „udowodnione” metodologie, które akurat są na topie.

  • Cieszyłem się każdą nową informacją. Rzadkość dostępu do wiedzy sprawiała, że ekscytowałem się tym, co przeczytałem i mogłem wdrożyć w trening. Wyobraź sobie, że trafiłem kiedyś na stronie Sport Fitness Advisor na program przygotowania fizycznego dla koszykarzy, który diametralnie odbiegał od tego, co miałem dostępne w klubie. Spędziłem trzy miesiące, testując go na sobie – bez ciągłego bombardowania nowymi „optymalnymi” metodami, które natychmiast miałyby go zastąpić. Czysta frajda!

 

Social media w branży trenerskiej są jednocześnie zbawienne i destrukcyjne. Dla tych, którzy potrafią dobrze filtrować informacje, stanowią ogromne ułatwienie w zdobywaniu wiedzy. Jednak przyspieszony proces uczenia często prowadzi do wypalenia – trudno utrzymać wewnętrzny „drive”, gdy nie masz czasu na konfrontację teorii z rzeczywistością.

To dlatego tak wielu trenerów wypada z branży, zanim zdąży w niej cokolwiek osiągnąć. Konkurencja pod względem wiedzy merytorycznej stała się ogromna, a wyścig o dostarczanie wartościowych treści w social mediach często staje się ważniejszy niż sam trening czy praca z ludźmi.

Jeśli jesteś trenerem z dwuletnim stażem i skupiasz się głównie na publikowaniu merytorycznych treści w SM – robisz dokładnie to samo co wszyscy. Jeśli dziwisz się, że brakuje Ci klientów lub nie możesz znaleźć pracy w klubie, dostaniesz odpowiedź w kolejnym rozdziale. Wpadłeś w tryb „depresyjny” albo właśnie wypadasz z branży – przecież jesteś mądry, dzielisz się wiedzą… a chętnych do współpracy brak.

3. CZY TRENERZY PRZYGOTOWANIA MOTORYCZNEGO MAJĄ DZIŚ TRUDNIEJ?

Dużo o tym myśleliśmy ostatnio i dochodzimy do wniosku, że dzisiejsi trenerzy przygotowania motorycznego mają znacznie trudniejsze zadanie niż my kilka lat temu. Gdy zaczynaliśmy pracę z zawodnikami sportów walki – plasującymi się na poziomie 6-10 miejsca w Polsce (czyli już doświadczonymi technicznie) – wprowadzenie sensownego planu treningu siły i mocy mięśniowej potrafiło w ciągu 5-6 miesięcy wywindować ich na podium krajowych zawodów. Zdobywali medale mistrzostw Polski, a z „średniaków” szybko stawali się reprezentantami kraju na mistrzostwach Europy i świata do lat 21 i 23.

8-10 lat temu coś, co dziś nazywam „sensownym planem treningu siły i mocy mięśniowej”, było wręcz rewolucją. Podczas gdy cała kadra opierała się na „obwodach zapaśniczych” rozpisywanych na kartce papieru – bez parametrów czy kontroli postępu – nasi zawodnicy ćwiczyli w superseriach, stosowali kontrolowane tempo ruchu i wykonywali ćwiczenia izometryczne, o których nikt wtedy nie słyszał. Efekty mówiły same za siebie – szybko zgłaszali się do nas coraz lepsi zawodnicy z różnych dyscyplin.

Dziś jednak samo zbudowanie planu treningowego czy umiejętność programowania już nie wystarczą, by się wyróżnić. To, co było „nowe”, stało się powszechną wiedzą – zawodnicy trenują tymi metodami od najmłodszych lat, przez co poziom się wyrównał. O końcowym sukcesie coraz częściej decydują detale. Dlatego obecnie nie mogę konkurować już na poziomie „innowacyjnych metod treningowych”, ale na poziomie kreatywnego myślenia, łączenia faktów, maksymalnej indywidualizacji i dostosowywania rozwiązań do kontekstu.

Kilka lat temu, kończąc studia podyplomowe z przygotowania motorycznego w sportach zespołowych, dowiedziałem się, że tempo ruchu to parametr, który „zrewolucjonizuje trening siłowy”. Tymczasem już od dwóch lat stosowałem je w swoich planach, bo nauczyłem się tego na seminariach u Poliquina.

Dziś sensowny trening rozpisze za Was ChatGPT. To samo dotyczy naukowych postów Waszych idoli – jeśli wierzycie, że powstają one wyłącznie spod ich ręki, bez pomocy AI, jesteście w błędzie.

Jeśli chcecie się rozwijać i wyróżnić na rynku, to zdobywanie wiedzy na poziomie molekularnym i komórkowym niekoniecznie przybliży Was do sukcesu. Te informacje, choć cenne z perspektywy nauki, w praktyce często okazują się bezużyteczne.

4. TEORIA CZY PRAKTYKA?

Na wyświechtane pytanie: „Co jest ważniejsze – teoria czy praktyka?”, przez lata najlepszą wymijającą odpowiedzią było:
„Są tak samo ważne, bo przecież praktyka wychodzi z teorii, ale teoria nie ma znaczenia bez praktyki”. Bla, bla, bla…

Ja dziś odwracam grę – teoretyków mamy aż nadto, a brakuje praktyków z czutką do treningu.
Nie będę pisał peanów na cześć nauki czy teorii – każdy, kto ma ambicje, i tak będzie pogłębiał wiedzę z rzetelnych źródeł. Jednak w realnym środowisku sportowym (a często nawet w rehabilitacji) brakuje ludzi, którzy potrafią skutecznie przeprowadzać zawodników przez proces treningowy.

Z teoriami jest różnie – jeśli anonimowy naukowiec publikuje badania, niewielu zwróci na nie uwagę. Ale jeśli robi to ktoś rozpoznawalny w social mediach, świat leży u jego stóp.

Amerykański sen:

Pamiętacie narrację Breta Contrerasa na temat hip thrustów? Około 2016-2017 roku badania wykazywały, że:
✅ Poprawiają długość skoku w dal i szybkość w sprincie.
✅ Są najlepszym ćwiczeniem na hipertrofię pośladków.
✅ Zwiększają siłę maksymalną w wyproście bioder na równi z martwym ciągiem i przysiadami.
✅ Mogą „leczyć raka i redukować światowe ubóstwo”.

Trenerzy (łącznie z nami) uwierzyli w tę narrację – wrzucali filmy podopiecznych robiących 1RM na 250 kg w hip thrustach, licząc, że siłowniane wyniki przełożą się na osiągnięcia sportowe.

Z czasem jednak rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te obietnice. Hip thrusty okazały się wartościowe, ale dalekie od „świętego Graala” treningu. Gdy kilka lat później przyszły kolejne badania i obserwacje:

  1. Okazało się, że umiarkowane obciążenie, zwiększony zakres ruchu i neutralny kręgosłup są lepsze pod kątem siły i hipertrofii niż 3RM.
  2. Hip thrust nie przekłada się bezpośrednio na poprawę wyników w sprincie.

My – jako praktycy – potrzebowaliśmy kilku miesięcy, by dojść do tych wniosków samodzielnie. Sprostowanie w mainstreamie zajęło nieco dłużej.

 

Linki do niezmienionych (nieidealnych( artykułów z 2017 i 2018, w którym krytykujemy hip thrust poniżej:
1. https://www.facebook.com/strengthdevelopment/posts/hip-thrust-obalenie-giganta-czyli-jak-nawet-najlepsi-trenerzy-mog%C4%85-si%C4%99-myli%C4%87-tyt/705226793005980/?locale=pl_PL

https://www.facebook.com/strengthdevelopment/posts/hip-thrust-cudowne-%C4%87wiczenie-kt%C3%B3re-mia%C5%82o-zbawi%C4%87-%C5%9Bwiat-sportu-i-fitness-okaza%C5%82o-s/792242667637725/ 

Piszę o tym, bo choć cenimy naukę i jesteśmy na bieżąco z badaniami. Prosimy, aby nie odnosić tego konkretnego przypadku jako naszego stosunku do nauki jako takiej. Sami prowadziliśmy badania naukowe dla uczelni na poczet magisterki Moniki (za którą dostała wyróżnienie rektora), i wiemy że nie wszystko do końca było prowadzone w „sterylnych warunkach” podczas tych badań, pomimo naszych najszczerszych chęci. Nie możemy zapominać o ludzkim pierwiastku w naszej pracy. To my przychodzimy codziennie na salę i pomagamy zawodnikom – nauka ma nam w tym pomóc, ale nie może zastąpić zdrowego rozsądku i krytycznego myślenia. A niestety, nawet naukowcy mają swoje ego, które jest nierozerwalnie powiązane z „ludzkim pierwiastkiem” (popularność, pieniądze, autorytet) i potrafią naginać rzeczywistość, by promować swoje idee., jak w przypadku Contrerasa. 

Na zakończenie – kilka rad:

Z

Kwestionuj każdy autorytet,

ale bądź pokorny.

Z

Znajdź swój sposób

Wiedza jest ważna, ale to, kim jesteś jest niepodrabialne.

Z

Myśl, łącz kropki, działaj, pracuj

Ucz i dobrze się tym baw przy okazji.

Z

Merytoryka to za mało

 Nie wyprzedzisz dinozaurów branży. Jeśli wiedza jest na tym samym poziomie, liczy się sprzęt, technologia, a nawet dopracowanie treści pod kątem audio i wideo.

Z

Ta praca jest super, ale wymaga nakładów psychofizycznych, przynosi porażki i trudne momenty.

Ja jednak wybieram ją z całym tym bagażem, zamiast pracy na taśmie w fabryce (gdzie nota bene również na swojej drodze musiałem dorobić kilka groszy). 

 

Podziel się swoimi przemyśleniami w komentarzu

Zachęcamy do dzielenia się swoimi opiniami na temat przedstawionych krytyk i refleksji. Twoje doświadczenia i przemyślenia są dla nas niezwykle cenne.